Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
pomarudze:)

anngie


pomarudze:)

Po raz kolejny zaczynam pisac nowego bloga...Niestety nietrwala w nich

jestem i czesto je zmieniam...Postaram sie jednak pomieszkac tutaj

dluzej...Przedewszystkim chce pogratulowac naszej polskiej

reprezentacji oraz trenerowi...i chociaz 1:0 to taki sobie wynik,jest

to zwyciestwo...Malymi kroczkami...
Zamierzalam zrobic to wczoraj po meczu,hucznie po imprezce z okazji

ich zwyciestwa,niestety komputer mial "maly problem techniczny"tzn

niemal wylecial w powietrze i dopiero moj wspollokator postawil go w

miare na nogi...
Jestem kobieta i strasznie kocham pilke...Co niestety odbiera mi

sslodkosci i wdzieku kiedy klne jak szewc podczas kazdej transmisji i

niezbyt grzecznie komentuje bledy sedziow i pilkarzy...
Astrologiczny baranek dopelniony numerologiczna Trojeczka ma wiele

zalet...I wad.Milosc i nienawisc.Ogien i woda...Coz nielatwo ze mna

wytrzymac,chociaz naprawde bardzo sie staram trzymac na wodzy moj

temperament...Dla niewtajemniczonych wydaje sie slodka i

niedoswiadczona...Chcialabym czasami taka byc naprawde...Ale to tylko

czasami bym chciala...Tak naprawde jestem okropna jedza i cieszy mnie

najbardziej jak ktos sie potknie,uderzy a najlepiej przewroci...Lubie

zartowac i sie smiac,najlepiej z kogos-z siebie to juz jakos

nieszczegolnie...Ale w sumie zawsze sie zgryzliwa riposta znajdzie jak

sie juz ktos odwazy...Nie wiem czemu ale ludzie mnie lubia...Czasami

slysze,ze caly moj urok jest zawarty w tych moich

"zlosliwosciach",ktore jednak co jak co sa ze smakiem i nie krzywdza

nikogo...Lubie sie smiac,najchetniej caly czas bym to robila.Z racji

niskiego wzrostu i malej postury jestem raczej postrzegana jako mala

bezbronna osobka i z rozbawieniem obserwuje twarze klientow jak bez

niczyjej pomocy ot,tak sobie po prostu przesuwam stol bilardowy bo mi

stoi na drodze i nie mieszcze sie z krzeslami...Zastanawiam sie ilu

probowalo juz sprawdzic czy nie jest to przypadkiem atrapa...
Pracuje w pubie i kocham swoja prace,mam swietnego szefa,ktory swiata

poza mna nie widzi i chociaz kloce sie z nim niemal codziennie-w sumie

ostatnio nie widzimy sie za czesto bo jak ja jestem to go nie ma...Ale

jednak oboje mamy "silne" i zarazem bardzo wybuchowe charakterki i

praca z nami jest uciazliwa dla reszty zalogi("moze"stad ta czesta

rotacja u nas),ktora podczas burz nagle znika... W przeciwienstwie do

klientow,ktorzy gromadza sie przy barze wysluchujac jego i moich

wrzaskow akcentowanych zbita szklanka lub talerzem...Te akcesoria

nazywam moim "argumentem"i w przypadku wyczerpywania sie zapasow

zawieszamy bron.To znaczy on sie poddaje.Nie odzywamy sie do siebie

przez jakies piec minut nalewamy sobie po "symbolicznym"drinku i

bawimy sie dalej...Moja praca to ciagla zabawa...Ludzie zaakceptowali

nasz czarny humor i nie obrazaja sie juz...A jesli-to szybko im

przechodzi...Jakis czas temu stalismy z Melem za barem placzac ze

smiechu...-powod drzwi sie zablokowaly i kazdy wchodzacy nimi

obrywal--->pchali do przodu a one sie cofaly...Zabawnie wygladaly

zdziwione twarze przyklejone do szyby...Zadne z nas nie naprawilo

tego...Nudzilismy sie strasznie tego wieczoru i chociaz jakas drobna

rozrywka nam sie nalezala...
O dziwo mam tez faceta!!!Ciagle rzucam foszki i czasami mi go

zal...Zastanawiam sie co go trzyma przy mnie,bo jak juz zdazylam po

roku bycia razem zauwazyc-nie chodzi mu o lozko...Jest nam razem

dobrze...Ja wiem dlaczego z nim jestem-ten jego spokoj!!!Ta

cierpliwosc,na ktora ja bym sie nigdy nie byla w stanie zdobyc...On

jeszcze nawet raz na mnie nie nakrzyczal!!!A ja...Coz,po kilku

symbolicznych lubie sie posprzeczac...On mi wtedy przyznaje

racje,przytula... po czym nie wypomni mi nastepnego dnia,ze nazdalam

mu...Ja bym wypomniala...Ale coz,ja mam 23 lata a on 42 wiec moze w

jego wieku tez bede tolerancyjna...(ciezko mi w to uwierzyc...ale

moze...)
Zalezy mi na nim,powiem wrecz,ze go kocham i bardzo cierpie kiedy sie

obrazam i nie chce go widziec...Mam jednak dziwny okres,ciagle cos

przemyslam i analizuje,poswiecam sie bez reszty mojej pracy (zlamalam

przykazanie szefa
(i to nie jedno...) o niespotykaniu sie z klientami...Coz,szef nie

moze na mnie nawrzeszczec o to,bo moj partner jest po pierwsze jego

przyjacielem a po drugie stalym bywalcem naszego pubu...A po trzecie

moj szef chce dla mnie jak najlepiej i jak najbardziej popiera nasz

zwiazek...Drugie z przykazan brzmialo,ze moj facet ma zakaz wstepu do

pubu...Powodzenia...)
Ale powoli bo za duzo naraz staram sie wyjasnic...
Z moim facetem znamy sie dwa lata prawie...Wpadal czasami do pubu i

podbijal bardzo powoli i subtelnie swoja kultura i normalnym

zachowaniem...Ja podchodzilam jak piesek do jeza i chociaz za kazdym

razem jak wchodzil serce mi mocniej bilo to na pierwsza randke

zgodzilam sie gdzies po osmiu miesiacach...Tutaj na Cyprze ciezko

komus zaufac.A moj Michalis na randce...-Zadnych podtekstow,zadnej

proby poderwania...Bylam milo zaskoczona.Pozniej jakies niesmiale

SMS-y najczesciej typu "jak sie masz"...A pozniej poszlo!!!Kocham

pisac i nie sprawia mi roznicy w jakim jezyku-najlepiej w

polskim,jednak angielski tez mi niezle wychodzi a greckiego sie ucze i

juz polskimi co prawda literami staram sie uzywac ich odzywek...Z

Michalisem to zabawnie bo jemu pisanie SMSow tym bardziej po angielsku

wychodzilo (wychodzilo!!!)raczej tak sobie....Teraz mozna

powiedziec,ze jest ekspertem.
Siedzimy czasami w pubie,w ktorym pracuje(ja pelna nadziei,ze nikt nie

wie,ze jestesmy razem)i widze jak skrobie biedactwo wiadomosc przez

pol godziny...Po trzech sekundach od jego znaczacego spojrzenia

dostaje wiadomosc "Anuszka idziemy"?
Ja sie staram nie wychylac z naszym zwiazkiem i poblazliwym usmiechem

komentuje pytania dotyczace nas...Chronie nas przed zazdroscia

zakochanych w nim kobiet i zakochanych we mnie mezczyzn.Jemu zaczelo

to byc obojetne,mam wrazenie,ze on juz chce powiedziec o nas...Troszke

to dziwne bo mielismy podobne walniecie dookola naszej

prywatnosci...Ale w sumie wszyscy wiedza i zostalam sama z wiara,ze

nikt nic nie wie...Przyznam szczerze,ze troszke sie boje...Wiem,ze

ludzi wokol nas zazwyczaj bardzo denerwuje cudze szczescie...Pomimo,ze

jestem jedza nie moge tego zrozumiec...Mnie cieszy,ze komus sie cos

udaje i nie zycze mu zle z tego powodu...
Ja juz wiem,ze wszystko predzej czy pozniej wraca...
Mam klientke,ktora jest zakochana w moim Michalisie...Lubie ja i

chociaz wiem,ze ona jest starsza odemnie i ma wiecej doswiadczenia nie

drze ze strachu i nie staram sie tania pokazowka udowodnic jej czyj on

jest...Wiem,ze on jest moj...Ufam mu...Nie sprawdzam go i nie dopytuje

sie...Moze w zamian za to dostaje od niego cala ta cierpliwosc?
Troszke sie gubie czasami...Czasem popije i alkohol sprawia,ze

pretensje ze mnie wyplywaja...Ale wiem,ze cokolwiek bym nie nawrzucala

mu dotyczy to krotkiego przedzialu czasu-nie wypominam mu

niczego...Zdaje sobie sprawe,ze on tez swoje przeszedl i jak bardzo

wazna jest wzajemna tolerancja naszego zachowania...Nie zmuszam go do

wyznan,podobnie jak on nie naciska...Chociaz zauwazam jak z nas obojga

emanuje ta chec mowienia...zaufania...Ale to potrzebuje

CZASU...Wydawac by sie moglo,ze rok bycia razem i dwa lata znajomosci

to czas kiedy ludzie znaja sie jak "lyse konie"..."EASY COME EASY GO"
My sie poznajemy caly czas...Bardzo,bardzo powoli,bez pospieszania,on

rozumie,ze ja po"symbolicznych"jestem pyskata,(jeszcze bardziej! a

czasami jak sobie przypominam to jestem wrecz zalosna...)akceptuje

moje gorzkie zale...Ja mam tez ciezkie chwile kiedy to jego ciagla

praca zastepuje mu pobyt ze mna...A jeszcze spotkania z jego

dziecmi...Ma ich cala czworke...Kocham sposob i sile jak on je

kocha...Jednoczesnie pojawia sie pytanie czy on bedzie chcial miec

jeszcze jedno...Bo skoro myslimy o byciu razem,tak dluzej i tak

powaznie jak on do tego podchodzi-jest to kwestia nieporuszona ale

bardzo wazna dla mnie...On wie,ze stracilam dziecko,wie jaki to dla

mnie bolesny temat wiec go nie porusza..On czeka az ja powiem i

czasami zadziwia mnie swoja wyrozumialoscia.Pewnie podobnie jak ja

musze zaskakiwac go swoja...Strasznie go kocham a tak czesto i tak

bardzo sie gubie...Takie wszystko jest proste dopoki nie zaczynam sie

nad tym wszystkim zastanawiac...Czasami tak latwo mi napisac"sorry to

nie ma sensu"i wyc w poduche,ze to juz koniec...a on mi nie pozwala

odejsc...To znaczy nie zatrzymuje...Nie pyta o nic...Wydawalo mi sie w

moim egoizmie,ze jemu nie zalezy,ze po prostu jestem przygoda...Latwo

bylo mi tak sobie tlumaczyc moje bledy...Teraz wiem,ze on mi daje

szanse poznac kogos mlodszego bez przeszlosci,bez dzieci...Kogos w

jego mniemaniu lepszego...Problem w tym,ze ja nie wyobrazam sobie,ze

poznam kogos wspanialszego....On jest dla mnie wszystkim czego

potrzebuje w mezczyznie i to z nim chce spedzac moj wolny czas!Kocham

go za to jaki dla mnie jest.Kocham sie do niego przytulac,zartowac z

nim...Kocham sie z nim kochac...Chociaz nie jestem zbyt czesta skora

do seksu-bardziej pieszczoty i buziaczki...Kocham z nim byc i zlosci

mnie ta blokada we mnie przed powiedzeniem mu tego.Chcialabym tez

wiedziec jak to jest z jego miloscia...Ale jakiekolwiek przyspieszenia

wiaza sie z koncem magii tego co sie dzieje.A jest to tak wspaniale

delikatne i subtelne,ze kazdego dnia rozplywam sie marzac tylko o

nim...
Wybaczcie wplynelam na subtelna nutke bo byl u mnie dzisiaj,pomimo ze

znow nabroilam...Wyrzucilam z siebie emocje i teraz sie poloze bo

jutro mam powazna kontrole czystosci w pubie...Slodkim usmiechem bede

zakrywala wszelkie wady naszej knajpki a slodkimi slowkami czarowala sprawdzajacego nas!



anngie 30/03/2007 02:25:11 [Powrót] Komentuj